Na tej podstronie publikuję utwory pisane z myślą o ich śpiewaniu. Jedne z nich doczekały się już swoich muzycznych realizacji, drugie dopiero na te realizacje czekają. Jeżeli przypadną Wam do gustu i zechcecie je zaśpiewać, proszę bardzo. Liczę, że podzielicie się ze mną Waszymi wykonaniami. Z chęcią zamieszczę je na tej stronie. Jeżeli chcielibyście publicznie wykonywać te teksty (występy estradowe, konkursy, festiwale przeglądy, płyty itp.) skontaktujcie się ze mną w celu uzyskania mojej zgody na taki użytek. Z pewnością się porozumiemy. Najlepiej napiszcie lub zadzwońcie.

 

Twoje zdjęcie

 

Wśród szpargałów skurzonych od lat,
przekładanych z miejsca na miejsce,
odnalazłem zaginiony czas -
Twoje zdjęcie,
Twoje zdjęcie.

 

Czarno-białe, nieostre , a róg
poplamiony czerwonym winem,
kto pomyślałby, że znajdę tu
tę dziewczynę,
tę dziewczynę?

 

Na strychu unosi się kurz
w odcieniach szarości i różu,
czuję, że łzy pociekły mi już.
To od kurzu,
to od kurzu.

 

Odłożyłem zdjęcie, by czas
tak, jak wszystko dalej je zmieniał.
Może zajrzę tu za parę lat
po wspomnienia,
po wspomnienia?

 

A jeżeli nie zajrzę to ktoś,
będzie kiedyś miał może zajęcie,
by wymyślić co robi tu to
Twoje zdjęcie
Twoje zdjęcie.

 

 

Czardasz

 

Wpierw wol-niej-szym, z czasem szybszym życie płynie tempem,
i zbliżamy się do siebie, choć najpierw z odstępem,
zaczynamy w rytm wirować płynącej muzyki,
która biegnie, jak po puszcie - węgierskie koniki.
i gdy już wirują nogi, dźwięk nagle
umiera.

 

Ci co mogą,
za-czy-na-ją
wirować od zera,
a tym, którym sił nie starczy,
prędkie: - do widzenia
życie mówi i na innych tancerzy wymienia.

 

Tańczmy póki sił,
tańczmy życie nasze,
bo się zakończy w mig
z węgierskim czardaszem.

 

 

Zatańczmy tango

 

Nie potrzebna magia słów,
to dla gadających głów,
tu wystarczy spojrzeć w oczy
i z tym rytmem
zacząć tańczyć dwa na dwa,
nie jest trudno, to się da
opanować, bo dwa wolne są,
dwa szybkie.
Wciągnąć brzuch, kolana - luz
plecy proste i w przód biust,
nie potrzeba wiele więcej
już tłumaczyć,
no i zacząć dwa na dwa
tańczyć, gdy orkiestra gra,
no a dalej, to dopiero
się zobaczy.

 

               Zatańczmy tango,
               gdy spojrzenia nasze zbiegną się
               opory padną,
               rozpłyną we mgle,
               Zatańczmy tango,
               nie trzeba tu żadnych słów,
               zatańczmy tango
               spojrzeniem do mnie mów.

 

Namiętności w oczach żar,
szpilka, suknia, piękny szal
włosy spięte, albo całkiem
rozpuszczone,
wieczorowych perfum moc,
bo najlepiej, gdy jest noc,
no i światło jak należy -
rozproszone,
bo gdy zawiruje świat
dookoła ludzie znad
swych stolików będą gapić się
jak głupi
i to światło z różnych miejsc
zbiegnie się, gdzie miłość wrze
i na naszym tangu się już
tylko skupi.

 

               Zatańczmy tango,
               gdy spojrzenia nasze zbiegną się
               opory padną,
               rozpłyną we mgle,
               Zatańczmy tango,
               nie trzeba tu żadnych słów,
               zatańczmy tango
               spojrzeniem do mnie mów.

 

 

Gdy skrzypce płoną w ognisku

 

Leśmiany dzisiaj niemodne,
jak Poświatowskie, Asnyki,
myślenie niezbyt jest wygodne,
za to wygodne są staniki.

 

               Odchodzą w zapomnienie
               naszej młodości czasy -
               gdy skrzypce płoną w ognisku,
               na smyczku się smażą kiełbasy.

 

Stracony czas jest stracony,
więc nikt nie szuka dziś Prousta,
lecz serek jest odtłuszczony
i szynka w sklepie mniej tłusta.

 

               Odchodzą w zapomnienie
               naszej młodości czasy -
               gdy skrzypce płoną w ognisku,
               na smyczku się smażą kiełbasy.

 

Wódki się dzisiaj nie pije,
papieros - broń Boże Święty,
za to wygodnie się żyje,
a doktor usuwa rozstępy.

 

               Odchodzą w zapomnienie
               naszej młodości czasy -
               gdy skrzypce płoną w ognisku,
               na smyczku się smażą kiełbasy.

 

 

Tak

 

Jak kamienna lawina z łoskotem
ku dolinie zbiega spod szczytu
tak najszybciej jak tylko mogę,
biegnąć chcę do twych oczu błękitu.

 

Szybko tak, jak fala tsunami,
która gna niewstrzymana lu wyspie,
tak by usta z twoimi ustami
móc połączyć, z oddali gnam, gdy śnię.

 

I jak głaz, który nad morskim brzegiem,
był od zawsze, jest i zostanie,
chcę przy tobie tylko ja jeden
stać. Do końca, jak stoi ten kamień.

 


Anomalie

 

Po szybie deszczu spływają krople,

w suchym mieszkaniu czuję, że moknę

i to pytanie ciągle powraca -

Gdzie ma swój włącznik klimatyzacja?

 

Deszcz nie ochładza, straszna duchota,

a ja jak głupi szukam pilota.

Z potu na ciele mam już potówki.

Pilota schował ktoś do lodówki.

 

Gdy go znalazłem, krzyknąłem - Hura!,

lecz wtedy spadła temperatura,

więc się nie przyda pilot na wiele,

bo teraz muszę ubrać sweterek

 

i tu krew jasna mnie już zalała,

bo mi sweterek żona wyprała.

Z zimna mam dreszcze, jakby malarię.

Takie tu u mas są anomalie

 

 

Na przekór

 

W ogrodzie nostalgia chryzantem,
przekwitłe róże i mżawka,
i z braku słońca pusta, skrzypiąca
fruwa na wietrze huśtawka,
i z braku słońca pusta, skrzypiąca
fruwa na wietrze huśtawka.

 

Lipcowych dni, sierpnia nocy
w ogrodzie jedyny ślad -
hamak na drzewach, który powiewa,
gdy tylko zrywa się wiatr,
hamak na drzewach, który powiewa,
gdy tylko zrywa się wiatr.

 

Mówią, że zbliża się zima,
do domu zmoknięty kot
pcha się, choć jeszcze przeczekać deszcze
chce leżak oparty o płot,
pcha się, choć jeszcze przeczekać deszcze
chce leżak oparty o płot.

 

 

Pierwsza miłość.

 

Nie widziałem cię chyba sto lat,
między nami wykopał czas przepaść,
którą próżno zasypać by chciał
najzdolniejszy śpiewak-poeta.

 

Choć muzykę by piękną i tekst
stworzył taki, że serce aż rośnie,
to ta przepaść istniałaby, więc
by znów na nią spoglądał żałośnie.

 

Nie widziałem cię chyba sto lat
i możliwe, że już nie zobaczę,
lecz gdy Cohen śpiewa to tak
wszystko widzę jak dawniej. Inaczej

 

być nie może. A może, kto wie,
tak jest lepiej lub lepiej już było?
Kiedy kładę się spać to znów śnię
pierwszą miłość, śnię pierwszą miłość.

 

 

Wiersz dla ciebie

 

W popielniczce papieros się tli,
w filiżance - kawa zziębnięta,
czytam mail, piszesz bym nie był zły,
lecz przyjedziesz dopiero na święta.


Dzieci cicho w łóżeczkach już śpią,
chrupek garść nasypałem znów kotu
i pod nosem zakląłem: - psia kość,
do świąt jeszcze jest ponad pół roku.

 

Do piwnicy poszedłem, by tam
sprawdzić, czy ktoś nie ukradł choinki,
ręce potem umyłem i łza
popłynęła na widok twej szminki.


Zapomniałaś ją zabrać, bo już
trzeba było gnać na lotnisko,
więc została i czeka wciąż tu
tak, jak czeka dokoła tu wszystko.

 

Kraków już się układa do snu,
na zajezdni śpią smacznie tramwaje,
sąsiad kaszle, nie może wziąć tchu,
bo zbyt mocno pachnie mu majem.


Psy bezdomne gryzą się gdzieś
niedaleko, bo dobrze je słyszę
i to wszystko układa się w treść
wiersza, który dla ciebie piszę.

 

 

Gdybym

 

Gdybym się w nabzdyczonej pannie
rozkochać miał aż do obłędu,
to wolałbym na kwarantannie
rok siedzieć, by się ustrzec błędu.

 

A gdybym jednak miał z tą panną
swój żywot wieść przez długie lata,
to lepiej by mnie piorun walnął
lub jakiś cyklon zmiótł ze świata.

 

Byłoby gorzej z nią mieć dziecię,
gdym sobie z nią, nie jej dogodził.
Jeśli byłoby tak, to przecież
lepiej, bym wcale się nie rodził.

 

 

Gitara i klarnet


(do obrazu Georga Braque'a, Gitara i klarnet)

 

Na pewnej ulicy przy barze
dla ludzi grali w duecie:
ona - na gitarze,
on - na klarnecie.
Ona - na gitarze,
on - na klarnecie.

 

W pobliskim kościele witraże
aż drżały, gdy grali w duecie:
ona - na gitarze,
on - na klarnecie.
Ona - na gitarze,
on - na klarnecie.

 

Rozpromienione ich twarze
rysownik szkicował w kajecie:
gdy ona na gitarze
grała, a on na klarnecie,
gdy ona na gitarze
grała, a on na klarnecie.

 

Aż w końcu się to zdarzyło,
na wieczność stali się parą
nie tylko oni ze sobą,
ale i klarnet z gitarą.
Nie tylko oni ze sobą,
ale i klarnet z gitarą.

 

 

Spacer w deszczu

 

Krople deszczu splątują ci loki
i jak czarne łzy od tuszu z rzęs
policzkami te krople spływają.
Strasznie mokre to lato jest.

 

Jezdnia mieni się tęczy barwami.
Parasoli stubarwnych las
wiatr wywraca. Bosymi nogami
idziesz, a ściana deszczu, jak mgła.

 

Mokre lato powoli się kończy,
na deptaku promocji czas trwa.
Może jesień zaskoczy nas słońcem,
które ciepła ciut więcej nam da?

 

Jeśli nie, z czasem mokry spacerek
i ogólnie ta aura - ponura,
będzie cieszyć jak słodki cukierek.
Piękna jesteś, choć mokra jak kura.

 

 

Jak ślimaka obrasta nas dom

 

O podróżach dalekich jak świat
marzyliśmy, pamiętasz, oboje,
ale coś nie puściło w świat nas -
nasza kuchnia i dwa pokoje.

 

              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.
              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.

 

O wędrówkach po górach i o
pięknych rejsach na wyspy nieznane
marzyliśmy oboje, więc co
zrujnowało te nasze plany?

 

              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.
              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.

 

Nie przeszkadzał w namiocie nam ścisk,
autostopem jazda i deszcze,
więc dlaczego dzisiaj tak żyć
nie możemy, rozumiem nareszcie:

 

              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.
              Jak ślimaka obrasta nas dom
              z cegły, albo w bloku mieszkanie
              i suniemy przez życie jak on,
              aż nam życie powie już amen.

 

 

Sen

 

Po głowie biega mi taka myśl,
że może razem ja i ty,
ale to pewnie wszystko jest
wynikiem kaca.


Wypiłem już kefiry dwa,
lecz myśl się ciągle kłębi ta
i otrzeźwienie ciągle do mnie
nie powraca.

 

               Może trochę przesadziłem,
               może na głodnego piłem,
               może w dniu tym nie służyła mi pogoda,
               może miałem w pracy stresy,
               bo nie poszły interesy,
               tego nie wiem, lecz tej myśli mi nie szkoda.

 

Po głowie biega wciąż pomysł by,
gdzieś z tobą urwać się stąd i
wyraźnie czuję, że ta myśl
mnie inspiruje.

 

Koledzy mówią, że to jest błąd,
w trakcie weekendu gdzieś znikać stąd,
zwłaszcza, że źle wyglądami i się
dziwnie czuję.

 

               Może trochę przesadziłem,
               może na głodnego piłem,
               może w dniu tym nie służyła mi pogoda,
               może miałem w pracy stresy,
               bo nie poszły interesy,
               tego nie wiem, lecz tej myśli mi nie szkoda.

 

W głowie układa już mi się plan,
choć głowa dzwoni mi jak dzban,
że rzucę wszystko i skoczymy
gdzie jest miło,


wtem dzwoni budzik - jest szósta sześć,
do szkoły dzieci muszę wieźć,
a żona mówi: - coś tej nocy
źle ci się śniło.

 

               Może trochę przesadziłem,
               może na głodnego piłem,
               może, któraś z wędlin była niezbyt świeża
               może miałem w pracy stresy,
               bo nie poszły interesy,
               tego nie wiem, lecz bym chętnie dłużej leżał..

 

 

W pogoni

 

Ciągle ucieka nam czas
w naszej wędrówce do szczytu,
otchłań wciąż połknąć chce nas
otchłań niebytu.

 

Gnamy przez życie co sił,
jak konie z klapkami, na oślep,
byle na szczycie już być.
Czasem prościej

 

               byłoby usiąść lub stać
               chwilę patrzeć, jak płynie rzeka,
               zrozumieć, że jej jak nam
               czas ucieka,


               pod drzewem chwilę się skryć,
               w objęciach bliskich się schronić
               i zrozumieć, że żyć,
               nie znaczy gonić.

 

Ciągle pogania nas ktoś,
i wyznacza nam nowe cele,
spiesz się, ucieka twój czas,
mówią w kościele.

 

Gnamy przez życie co sił,
jak konie z klapkami, na oślep,
byle na szczycie już być,
czasami prościej

 

               byłoby usiąść lub stać
               chwilę patrzeć, jak płynie rzeka,
               zrozumieć, że jej jak nam
               czas ucieka,


               pod drzewem chwilę się skryć,
               w objęciach bliskich się schronić
               i zrozumieć, że żyć,
               nie znaczy gonić.

 

 

Księżyc nad Wawelem

 

Srebrny dziedziniec i most,
srebrzą się szyby i okna
srebrne niebo i smok,
w srebrnych groszkach,
bo smok zapatrzył się
na srebrną noc nad Wawelem
srebrzy się jego brew,
srebrny wiatr wieje.

 

               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.

 

Srebrna królowa i król,
srebrni dworzanie i dworki,
srebrne krzesła i stół
i srebra worki,
w których monet jest moc
srebrzących się do Księżyca
srebrny w katedrze ksiądz,
srebrna kaplica.

 

               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.

 

Srebrny Stańczyk już wszedł
srebrzy się błazeńska czapka,
a mina jego to jest
srebrna zagadka,
srebrny na polu deszcz,
tron srebrny i srebrne dzwony,
srebrnym gwiazdom zaś lśnią
srebrne ogony.

 

               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem,
               Księżyc nad Wawelem
               zmienia tak wiele.

 

 

Z czym się męczę

 

Czy to noc, czy to dzień,
czy to jawa, czy sen,
czy w ubraniu jestem, czy nago,
jeden problem wciąż mam,
z którym męczę się sam,
męczę się sam z nadwagą.

 

Próbowałem nieraz
iść pobiegać pod las,
jeść jedynie sałatę i kiełki,
ale podły ten los
wręcz podsuwał pod nos,
pod mój nos podsuwał cukierki.

 

Gdy mi smutno i źle,
wtedy zaczyna mnie
wołać coś A!, to woła lodówka,
biegnę na pomoc jej,
chcę by było jej lżej
i z lodówki znika karkówka.

 

Czy to noc, czy to dzień,
czy to jawa, czy sen,
czy w ubraniu jestem, czy nago,
jeden problem wciąż mam,
nieprzerwanie ten sam,
męczę się sam z nadwagą.

 

 

Nie mam

 

Nie mam serca do głupoty,
nie mam serca do ciemnoty,
nie mam serca do obłudy polityka,
ale lekarz mi na SOR-ze
wytłumaczył, że tak może
być i zbadał, wyszło mu, że serce pika.

 

Nie mam głowy do machlojek,
nie mam głowy, gdy mnie gnojek
tak obrazi, że by trzeba mięsem rzucić,
więc mnie kumple, co tak mieli,
pocieszają. Powiedzieli,
że ta głowa to mi jeszcze kiedyś wróci.

 

Nie mam nerwów, ale strzępy,
gdy mi przyjdzie gadać z tępym,
który swą tępotą chce mnie otumaniać.
Byłem z tym u psycholożki,
bo nie chciałem wchodzić w proszki,
powiedziała - wrócą, kwestia przeczekania.

 

Nie wiem czego jeszcze nie mam,
nie mam kasy na zlecenia,
samochodu nie mam i już nie mam żony,
nie mam ni krztyny radości,
nie mam w sobie pobożności
i mnie wkurza cały ten świat popieprzony.

 

 

Moja pierwsza

 

Wracam w myślach do dziewczyny
kiedy są jej imieniny,
a to tak od września aż do października,
nie pamiętam dziennej daty,
bo spisałem ją na straty,
tak przynajmniej chcę by było w pamiętnikach.

 

Gdy widziałem ją na przerwie,
czułem, że mnie coś rozerwie
i nie miałem nic przeciwko by tak było,
gdy jej miałem podać rękę,
odwiedzałem wpierw łazienkę,
przeczytałem w babskiej prasie, że to miłość.

 

Jak to mówią było różnie,
kwadratowo i podłużnie,
choć do końca nie wiem, która opcja lepsza,
raz prosiła, bym z nią został,
a raz była taka ostra,
że mówiła bez ogródek, żebym spieprzał.

 

No i może głupi byłem,
bo faktycznie to spieprzyłem,
może ona też się trochę przyłożyła.
Jedno jednak wiem na pewno,
że choć nie jest tą mą jedną,
to nie zmieni nic, że moją pierwszą była.

 

 

Wisielcza ballada

 

Bezkresnych pól świat i niewiele żywego tu ducha,
raz z nieba tu żar leje się, a raz leje się deszcz,
a w temacie pań to panuje zupełna posucha,
jedynie jest sklep, ale wódkę wywiało stąd też,
a w temacie pań to panuje zupełna posucha,
jedynie jest sklep, ale wódkę wywiało stąd też.

 

Gdy zerwie się wiatr, nad polami piach srebrzy się, złoci,
i z wiatrem tym gna nie wiadomo dlaczego gdzieś w świat,
Szkoda, że ten wiatr nie nawieje tu trochę dobroci,
wciąż mamy tu sklep, ale wódki bez przerwy w nim brak.
Szkoda, że ten wiatr nie nawieje tu trochę dobroci,
wciąż mamy tu sklep, ale wódki bez przerwy w nim brak.

 

Jak jest, musi być, trzeba z wódką zaczekać do jutra,
popatrzyć tam w dal, gdzie ciemnieje już niebo i grzmi ,
i zanucić pieśń, co jak życie tu strasznie jest smutna.
Jak ryczeć się chce, można ryczeć, nie słyszy tu nikt,
i zanucić pieśń, co jak życie tu strasznie jest smutna.
Jak ryczeć się chce, można ryczeć, nie słyszy tu nikt.

 

A nadzieja wciąż tli się, że płacz ktoś może usłyszy,
przybiegnie i dłoń poda żeby iść razem przez świat.
W oddali się mgła jak wisielec nad polem kołysze,
dokoła brak drzew, a i liny w chałupie mi brak,
w oddali się mgła jak wisielec nad polem kołysze,
dokoła brak drzew, a i liny w chałupie mi brak.

 

 

Profil humanistyczny

 

Liceum czas - wspaniały czas,
a przy tym romantyczny,
bo wtedy coś skusiło nas
na profil humanistyczny.

 

Nie trzeba było kroić żab,
czy mieszać coś w menzurkach.
w klasie tak dużo było bab,
że aż swędziała skórka.

 

Mat-fiz na lekcjach robił wciąż
trudniejsze obliczenia.
a my byliśmy tam, gdzie są -
liryczne uniesienia.

 

Pani od histry wiele nas
w praktyce i teorii
uczyła o burzliwej i
pikantnej dość historii.

 

Ten król na lewo miał pięć bab,
i wielce się tym chlubił,
a temu łeb toporem kat
ściął, bo swą płeć zbyt lubił.

 

Na przerwach fajki dwie w WC,
a potem dwa miętusy,
więc niechaj nikt nie dziwi się,
że wciąż wyliczam plusy.

 

I matma fajna była też
z sorką z ponętnym ciałkiem.
Dla niej przy klasie, przyznam się,
chciałem wyciągnąć całkę.

 

Cudowny profil. Wrócić chcę,
lecz nie da się, niestety,
Zostały mi miłości dwie -
historia i kobiety.

 

 

Twoja miłość to kicz

 

Twoja miłość to kicz,
W sercu nie masz już nic,
Repertuar twych kłamstw jest mi znany.
Odzyskałam dziś wzrok
Zobaczyłam w dzień noc,
Bo ty byłeś mym mrokiem – kochany

 

               Byłeś mrokiem, mroczna to miłość,
               Byłeś chłodem, zimno mi było,
               Byłeś wiatrem, znikałeś bez wieści,
               Ty poeta co z piersi i z pieśni.
               Byłeś skałą, nieczuły na jęki.
               Byłeś puchem dla innej panienki,
               Byłeś dzieckiem, gdy do mnie wracałeś,
               Tylko siebie naprawdę kochałeś.

 

Odzyskałam dziś wzrok,
Trzeba zbierać się stąd,
Spakowane walizki, list krótki.
Ty napiszesz znów wiersz,
Że mnie kochasz i cześć,
Wyjdziesz z domu, by napić się wódki.

 

               Byłeś mrokiem, mroczna to miłość,
               Byłeś chłodem, zimno mi było,
               Byłeś wiatrem, znikałeś bez wieści,
               Ty poeta co z piersi i z pieśni.
               Byłeś skałą, nieczuły na jęki.
               Byłeś puchem dla innej panienki,
               Byłeś dzieckiem, gdy do mnie wracałeś,
               Tylko siebie naprawdę kochałeś.

 

 

Modlitwa o podłogę

 

Niebo błękitne ma ściany

i dach gwiazdami utkany.

Każdy chce dotrzeć do Nieba,

ale nie wcześniej niż trzeba.

 

               Dlaczego tyle w nas strachu,

               dlaczego tyle w nas buntu?

               Może dlatego że w Niebie

               nie czuć pod stopą gruntu.

               Dlaczego tyle w nas strachu,

               dlaczego tyle w nas buntu?

               Może dlatego że w Niebie

               nie czuć pod stopą gruntu.

 

Po chmurach chodzić nie sposób

usłysz więc nasze błaganie:

— Stabilną podłogę w Niebie

racz przygotować nam Panie.

 

               Dlaczego tyle w nas strachu,

               dlaczego tyle w nas buntu?

               Może dlatego że w Niebie

               nie czuć pod stopą gruntu.

               Dlaczego tyle w nas strachu,

               dlaczego tyle w nas buntu?

               Może dlatego że w Niebie

               nie czuć pod stopą gruntu.

 

Zobaczcie też:
 

Piosenka poetycka, poezja śpiewana, piosenka turystyczna, teksty piosenek

 

Teksty piosenek,
wiersze do śpiewania

Piosenka poetycka, poezja śpiewana, piosenka turystyczna, teksty piosenek
11 czerwca 2020

Copyright © Mariusz Parlicki 2016 -2019

Designed by Mariusz Parlicki 2016 -2019